Basia wspomina. -Halo, tu morze.

86W ostatnim poście o mailach wspomniałam. To jedna z najbardziej popularnych i dostępnych metod komunikacji marynarza z rodziną. Są telefony. Te satelitarne. I internet w portach. Kartę kupić można. I jeszcze kilka rozwiązań. Basia. Córka Marynarza. Opowie nam jak to wygląda u niej w domu.

W domu zawsze bardzo istotnym przedmiotem był telefon. Taki tradycyjny, stacjonarny, z antenką. Wiele rodzin zrezygnowało już z komunikacji przez kabel, bo przecież niemalże każdy ma już komórkę. Mojej mamie nie przeszło to nawet przez myśl. ‘U nas zawsze będzie domowy, bo inaczej to jak morze będzie się z nami łączyć?’. Dlatego też ten biały, przywieziony przez Tatę z Dubaju, blisko dwudziestoletni aparat ma swoje honorowe miejsce. Gdyby nie ten telefon, to Babcia nie miałaby jak zadzwonić na statek w rejsie z Rio do Kapsztadu i powiadomić mojego Tatę, że urodziła mu się córka.

W albumie rodzinnym jest takie jedno zdjęcie – mała Basia i poprzedni telefon, jeszcze taki z tarczą numerową. Opis napisany przez Mamę mam niemalże wykuty w pamięci: ‘Basia dzwoni do Taty’. Gdyby nie wynalazek pana Alexandra Bella to nie wiem, czy mielibyśmy tak dobre stosunki jak obecnie, mimo w zasadzie braku obecności Taty przy nas.

W ‘podróżniczej’ szufladzie w domu pełno jest widokówek, które kiedyś Tata kupował garściami, żeby przywieść dużo obrazków dziecku i opowiedzieć gdzie był i co widział. Poza tymi pocztówkami leży tam multum kart telefonicznych, po które niemalże biegł, kiedy tylko statek pojawił się w porcie. Bardzo długo zajęło mojemu Tacie tradycjonaliście podjęcie decyzji o posiadaniu komórki. Nawet lubi nowinki elektroniczne, ale one najwyraźniej nie za bardzo lubią jego i nauka posługiwania się nimi idzie mu dość opornie. Pewnie gdyby nie światowa tendencja likwidacji budek telefonicznych, to znacznie dłużej nie posiadałby własnego numeru.

To Mama zawsze liczyła ile dni minęło między jednym a drugim kontaktem z morzem. Pamiętam, że kiedyś rekord, który naliczyła, wynosił 56 dni. Długi rejs, duży kontenerowiec, panamax, Brazylia – Chiny, Chiny – Brazylia. Zmiana właściciela statku. Problemy na stoczni. Przez to nie mieliśmy szansy usłyszeć się przez blisko dwa miesiące.

Pamiętam, że jak dzwonił, to zawsze zadawałam pytanie: ‘A gdzie teraz jesteś, Tusiu?’ i po rozmowie biegłam do mapy świata, żeby zobaczyć jak duża jest odległość między nami. Czasami śmieję się, że gdyby nie mój Tata, to pewnie geografia w szkole nie szłaby mi tak dobrze.

Pamiętam telefony późno w nocy i mamę budzącą mnie, żebym miała szansę wymienić choć kilka zdań. Albo święta i wszystkich przekazujących sobie po kolei słuchawkę, żeby tylko trochę pogadać z Marynarzem.

Teraz już jest inaczej. Nie ciągnie go już tak w tropiki, stary kontynent bardziej mu odpowiada. I kontakt jest łatwiejszy. Mimo tego, że Mama jest w Polsce, ja w Anglii, a Tata gdzieś na morzu, to kontaktujemy się co 2-3 dni, czasami codziennie, zależy gdzie statek przybije do portu. I nadaj jednym z moich pierwszych pytań jest skąd dzwoni.

Ostatnie kilka dni i nocy spędziłam na uniwersytecie i straciłam poczucie czasu. Czas oddania prac, trzeba popracować, wszystko pokończyć. Słyszę dzwonek mojego telefonu. Patrzę na ekran – numer nieznany. Mimo to odbieram. I słyszę charakterystyczny dźwięk silnika. Tak, to Tata dzwoni. Tak, znowu utopił telefon i musiał kupić nowy. Ale dzwoni i pyta się jak tam u mnie – tak jak za dawnych czasów. I to się liczy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s