Post niesponsorowany

b26a0212305b1fe139d668462a2e0d6eGdy w mej głowie narodził się pomysł. By bloga założyć. Mój M. z entuzjazmem go poparł. Chciał mi od razu domenę opłacić. I adres założyć. Lecz odezwał się mój zdrowy rozsądek. Choć raczej w  gorącej wodzie kąpana jestem. Pewna nie byłam. Czy to aby nie słomiany zapał. I czy mi się szybko nie znudzi. I tak piszę już piąty miesiąc. I ani myślę przestać. Bo coraz bardziej mi się to podoba.

Piszecie. Komentujecie. Pytacie. Dostaję też propozycje tematów na kolejne posty. I tak któraś już osoba z kolei poprosiła bym napisała o kosmetykach. Tych co to sama używam. Na początku pomyślałam, że to bezsensu. Ni jak się ma do koncepcji bloga. Lecz potem stwierdziłam. Że pierwotnie założona koncepcja już dawno w las poszła. A ja i tak piszę o tym co mi w duszy gra. Więc będzie dziś trochę o tych wszystkich kosmetykach. Co je lubię. I używam. I polecam.

Na wstępie zaznaczę. Że jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju mazidła. To jestem raczej minimalistką. W dwojakim tego słowa znaczeniu. Po pierwsze, mój makijaż to tusz do rzęs, kredka i pomadka. Nie lubię cieni, podkładów, korektorów i innych świecideł. Po drugie, rzadko kiedy testuję i zmieniam. Jak już mi coś służy. I lubię. I sobie chwalę. To przez długi czas używam. I tak poniżej większość wspomnianych przeze mnie pozycji to takie, których używam od kilku lat.

Nie mam trzech żeli pod prysznic na wannie. Ani dwóch odżywek do włosów. Nie trzymam w kosmetyczce trzech otwartych maskar i dwóch zmywaczy do paznokci. Nie lubię tak. Jak jedno się skończy, kupuję nowe. I już.

Żeli pod prysznic na rynku jest bez liku. Jeden lepszy od drugiego. W ładniejszym opakowaniu. Z intensywniejszym zapachem. U mnie TEN z aloesem i opuncją figową. A po kąpieli lubię nałożyć sprawdzony, niezawodny Nivea. Choć zimą, i będąc w ciąży sprawdza się olej ze słodkich migdałów. U mnie TEN. A że ja uwielbiam oleje, to będzie ich więcej.

Mówi się, że dobrze jest robić peeling całego ciała. Raz w tygodniu. A tych peelingów też mnóstwo. Ja akurat uzależniona jestem od tego zapachu awokado, który doskonale nawilża i regeneruje. Na mojej półce od ładnych paru lat. I oczywiście w parze z dobrym masażerem. Ja swój kupiłam dawno temu, w Sephorze, a wygląda dokładnie tak jak na zdjęciu.

Kolejnym krokiem są włosy. Moje nigdy nie były na wskroś grube i gęste. Raczej łamliwe i kruche. A po ciąży, pomimo ciągłego przyjmowania witamin, moje włosy zbuntowały się i zaczęły wypadać na potęgę. Według mojej opinii, skutki te można załagodzić, lecz nie wyeliminować do końca. Co ma wypaść, wypaść musi. I już. A póki co szampon do włosów to jeden z niewielu kosmetyków na mojej półce, który występuje w ilości większej niż jeden. Bo używam na zmianę. Moje włosy nie lubią być traktowane tylko jednym. Moim faworytem jest ten od John Masters Organic, ale na równi kolejnością używam również John Frieda i Klorane. 30 minut przed myciem olejuje włosy, jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało. Wspomniałam już, że jestem maniaczką olejów, a ten z siemieniem lnianym uratował moje włosy po ciąży. Jest fenomenalny. Od czasu do czasu używam również octowej płukanki z malin z Yves Rocher. A zapach tej arganowej odżywki przypomina mi wakacje na Krecie. Jest też rzecz, z którą mam podpisany kontrakt na wyłączność. I bez której nie potrafię wyobrazić sobie dnia. To mój Teezer. Jedyny. Niezawodny. Niezastąpiony. Zastępuje go czasem grzebień, gdy chcę rozprowadzić maskę po moich długich włosach. Ja swój kupiłam dawno dawno temu w The Body Shop.

Dla wielu kobiet zmarszczki to drażliwy temat. Ja akurat należę do tych, która swoje, obok piegów, kolekcjonuje. Bo przypominają mi o tych wszystkich słonecznych dniach, gdy marszczyłam oczy i czoło patrząc w stronę ciepłych promieni. Bo przynoszą na myśl dni, gdy śmiech taki, że brak tchu. Ale przyznam się. Stosuję botoks. Tyle tylko, że ten naturalny. Olejowy. Bo właściwości opuncji figowej działają jak naturalny botoks. I nie mam słów, by zachwalić działanie tego oleju. To mój zdecydowany numer jeden ze wszystkich kosmetyków. Pewnie co niektórzy z Was skuszą się i kupią. A większość na pewno nie zawaha się poszukać recenzji. Ale to dobrze. Bo warto. Ja używam już od jakiegoś czasu. I polecam w ciemno. Ten mój używam raz dziennie. Na noc. Razem z równie fenomenalnym kremem do rąk i ciała! (tak tak), które to tworzą duet dla mnie idealny. Maseczek nie używam. Nie lubię. Tonik i mleczko do demakijażu od Clinique. A na dzień nie używam niczego innego jak moją starą, sprawdzoną Annę Marię🙂

W mojej kosmetyczce znaleźć można maskarę, kredkę do oczu, pomadkę oraz puder. Od lat wierna jestem dwóm zapachom, TU i TU. Latem używam suchego olejku, który podkreśla opaleniznę. Włoską, czarną pastę zawsze muszę mieć w łazience. Peeling do ust uwielbiam, a długie i zdrowe rzęsy zawdzięczam –>

A i tak kosmetykiem wszech czasów okazuje się olej kokosowy. Polecam poczytać o jego właściwościach. Gdyby ktoś chciał zakupić, to sprawdzony przez ze mnie jest TEN.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s