Przymusowy powrót

img_8058

Życie funduje nam całą gamę przeróżnych sytuacji. Dobrze, gdy są to te miłe momenty, ale niestety, w życiu musi być równowaga i czy tego chcemy czy nie, te gorsze momenty również musimy przetrwać. Zdaję sobie sprawę z tego, że ile osób, tyle sytuacji, a fakt, że marynarz znajduje się gdzieś pośrodku oceanu, z dala od stałego lądu, potęguje tylko obawy ,,a co wtedy, kiedy natychmiastowy powrót będzie konieczny?”

Długości kontraktów naszych marynarzy są bardzo różne. I choć już teraz bardzo rzadko zdarzają się 8-10 miesięczne kontrakty, baa nawet te półroczne należą już na szczęście do rzadkości, a wielu marynarzy może mniej więcej zaplanować swój wyjazd/powrót, to jednak zdarzają się sytuacje, kiedy powrót na cito jest niezbędny. Do tych przyjemniejszych przyspieszonych powrotów zaliczyć możemy na przykład przyjście na świat dziecka. Wiem, że niektóre z nas zmuszone są ten wyjątkowy moment przeżywać bez swoich marynarzy, ale coraz częściej udaje się im tak ustawić kontrakt, lub wrócić o tyle wcześniej, by móc być przy narodzinach swoich dzieci.

 
Czarne scenariusze niestety też się zdarzają. Nagły zgon bliskiej osoby, wypadek, poważna choroba. Marynarz to też człowiek, który, tak samo jak stacjonarni, odczuwa smutek, brak najbliższych, troskę o nich. Będąc gdzieś na środku oceanu marynarze są ,,uziemieni.” Jedno wyklucza drugie, ale taka jest prawda. Jedyny stały kawałek lądu pod stopami to statek. A dostanie się na stały ląd jest niemożliwe. Należy czekać aż statek dopłynie do najbliższego portu, by móc przymusowo wrócić do domu.

img_8983
Przy temacie przymusowych powrotów nasuwa się drugi wątek, mianowicie czy mówić marynarzowi o tych wszystkich złych rzeczach, które dzieją się w domu. I wcale nie mam tu na myśli faktu, że zarysowaliśmy nowy samochód czy zafarbowaliśmy ulubioną koszulę męża. Mam na myśli raczej sytuacje, o których ciężko jest mówić, którymi nie chcielibyśmy obarczać drugiej osoby, wiedząc że jest sama tysiące kilometrów od nas. Obyśmy nigdy nie musieli borykać się z takimi problemami, choć myślę, że niestety niektórym z nas temat jest znany. Mówić czy nie, oszczędzić mu tej wiadomości, by mógł spokojnie pracować i dotrwać do końca kontraktu, czy powiedzieć i narazić go na ogromny stres i poczucie niemocy? Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi i myślę, że żaden wybór nie jest lepszy bądź gorszy. Zresztą nie wiem. Nie wiem jak ja bym się zachowała, co bym zrobiła. Nie chcę wiedzieć. I obym nigdy nie musiała wiedzieć. Życzę tego sobie i Wam. Pamiętajcie, że dopóki sami nie jesteśmy w danej sytuacji, nie mamy prawa oceniać ani wydawać opinii. Dopiero zakładając czyjeś buty i przechodząc kogoś drogę, możemy pokusić się o własną ocenę.

fb_img_1443103163685

2 thoughts on “Przymusowy powrót

  1. Ehhh, przez 25 lat nazbierało się… Z miłych momentów to narodziny i sakramenty kościołowe zawsze razem. Staraliśmy się po prostu i z reguły wydłużać pobyt Meżusia w domu. Reszta ,,miłych,, chwil różnie z reguły osobno,a zwłaszcza święta. Przez ten czas może z pięć Wigilii,cztery Sylwestry i z trzy Wielkanoce wspólnie. Coś za coś,ale nie narzekamy.
    Z przykrych to diagnoza lekarza postawiona córci ,,być może,że to padaczka,robimy rezonans,,. Na szczęście wszystko ok, wyrosła zdrowa baba. Marynarzowi nie mówiłam,bo najpierw brak kontaktu,a potem stwierdziłam,że nie ma sensu, bo nic nie pomorze,a sam się zamartwi. No i to najgorsze choroba i śmierć mojego ojca czyli tescia. Prośby do armatora przez dwa tygodnie o zdjęcie i mimo możliwości nie udało się. Po prostu nie chcieli, wrócił dwa dni po pogrzebie. Ja, cóż sama ze wszystkim jak zawsze.
    Gdzieś usłyszałam…
    Nie zazdrość komu,bo niewiesz co u niego w domu.
    Wszystko to nas marynarki kształtuje i nasze małżeństwa. Z Piotrem powtarzamy,żeby nie morze to pewnie nie wytrzymalibyśmy ze sobą tyle lat.
    Ślub w Wielkanoc 19 kwietnia to właśnie TA Wielkanoc😉 Dajemy radę, bo kto jak nie My Kobietki Marynarzy

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s