Żona Marynarza na L4

img_9062

Znacie tę idiotyczną reklamę, w której przeziębiona mama oświadcza swojej córeczce, że dzisiaj bawi się sama, a ta z wrażenia upuszcza na ziemię swoją czarodziejską różdżkę i szeroko z niedowierzaniem otwiera usta… W tle głos (męski jakże by inaczej…) że MAMY NIE BIORĄ ZWOLNIENIA!

 
Za każdym razem jak ją widzę, mam ochotę zafundować swojemu telewizorowi wycieczkę krajoznawczą z pierwszego piętra w dół. Że niby matka niczym Robocop ma stać na baczność i mimo lejącego się z nosa kataru oraz temperatury biegać, bawić się, śmiać i szaleć. Leżenie w łóżku? Zapomnij. Matki NIE CHORUJĄ ! One zawsze pięknie pachną, w domu czysto, sterylnie, że aż można jeść z podłogi, poprasowane, a na świeżo wypranym obrusie w kwiaty podany obiad z dwóch dań plus deser. Na koniec zaśpiewa sobie „Jesteś szalona” i postara się o to, by towarzystwu w około nie brakowało rozrywki i dobrej zabawy. Po całym dniu niewiele brakuje, aby Matkę, która NIE BIERZE ZWOLNIENIA – doprowadzić do agonii.

 

img_9065

 
Mówi się, że kiedy Marynarz wyjeżdża na statek, wszystko się sypie. Baaa, nie mówi się, ale tak jest. U nas najgorzej jest ze zdrowiem. Jak mój M. wyjeżdża, nagle wszyscy zaczynamy chorować. I to jeszcze w jednym terminie. Po całości. Małe dziecko nawet gdy nie choruje, potrzebuje uwagi i opieki non stop, nie mówiąc już o chorującym małym dziecku. A gdy przy chorującym małym dziecku choruje matka, to kaplica murowana.

 
I wicie co, wcale nie udaję Robocopa. Nawet nie próbuję. Nie jestem nim, i wcale nie chcę być. Jaśkowi uchyliłabym rąbek nieba, gwiazdkę z tego nieba mu ściągnęła, oddałabym wszystko. Ale nie dam mu siebie chorującej. Przez wzgląd na niego i na siebie. I gdy mnie już tak porządnie choróbsko wstrętne dopadnie, to wymiękam. Pamiętam, nie raz nie dwa, zwlec się z łóżka nie mogłam, przez choróbsko właśnie. A dziecko ma mnóstwo energii, nawet gdy mama choruje. I gdyby nie moi rodzice i siostra, to nie wiem jakbym dała radę. Dobrze, że ich blisko mam. Dziesięć minut autem i są u mnie.

 
Dobrze jest mieć kogoś bliskiego obok. I nie ważne czy rodziców, rodzeństwo czy przyjaciół. Ważne, by w tym najtrudniejszym momencie szklankę herbaty miał kto podać. I malcem się zająć. Ja- mama, choruję. I biorę zwolnienie. Choć wcale nie z przyjemności, to jednak…

img_9067

1 thought on “Żona Marynarza na L4

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s