Marynarze o sobie

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego właściwie Wasi Marynarze wybrali taki a nie inny zawód? Kim byliby gdyby nie zostali Marynarzami? Co skłoniło ich do tego, by wybrać pracę na statku? Przedstawiam Wam dziś sześciu Marynarzy, którzy zechcieli podzielić się ze mną swoimi historiami.


Damian, lat 47, od 14 lat zawodowy marynarz. Od dziecka związany z morzem, do 19 lat pływał „regatowo” najpierw na Optymistach, potem na Cadecie, a wreszcie na 420. Miłość do żeglowania (nie mylić z pracą na morzu!) ma do dziś. Zresztą swoją żonę poznał na zlocie żaglowców i połączyła ich wspólna pasja. Nie ukończył WSM-ki (obecnie Akademia Morska w Gdyni), z wykształcenia jest elektronikiem. Jednak zawodowo zawsze był związany z branżą morską: pracował w firmach wyposażających jachty i statki w elektronikę morską. Po narodzinach córki był bez pracy, ale nie stracił tego czasu. Kiedy żona wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim, on jeszcze do dziewiątego miesiąca zajmował się córką. I teraz mamy córeczkę tatusia! Większość naszych znajomych pracowała wtedy na Majorce na luksusowych jachtach i z braku innego zajęcia Damian też się tam „wkręcił”. A że znał się na elektronice, szybko zaczął załapywać tzw. fuchy na innych jachtach. I tu mu kolega poradził, żeby zrobił sobie kurs na elektryka i zdobył uprawnienia na statki. Po powrocie z Majorki zrobił kurs, ale na jachty już nie wrócił. Załapał się do „handlówki” i tak zostało.
I tu uwaga dla młodych: nie pracował od razu na miliony. Zaczął od 600 USD i najniższej funkcji. Ale, że znał się na robocie, nie migał się od pracy, pracował ciężko i można było na niego liczyć, szybko awansował. No i znał angielski. Jak firma redukowała zatrudnienie, nie został na lodzie, tylko poszukała mu pracy u innego armatora.

Marek, lat 36, na morzu od 10 lat. Pracuje jako mechanik na statkach kontenerowych operujących po całym świecie. Pochodzi z małej miejscowości pod Kielcami. Rodzice mają gospodarstwo rolne, które Marek miał odziedziczyć. Jednym słowem miał zostać rolnikiem, ale się zbuntował i wyjechał na drugi koniec Polski, żeby rozpocząć studia na Akademii Morskiej. Swojej decyzji nie żałuje. Pływanie stało się jego pasją i jednocześnie sposobem na życie. Na wieś wraca z sentymentem, ale uparcie twierdzi, że nie odnalazłby się na roli.

Jakub, lat 28. Jego przygoda z morzem zaczęła się 3 lata temu. Jako dziecko nie chciał pływać. Tata był w marynarce, wujek również, a Kuba zawsze powtarzał, że nie pójdzie w ich ślady. Jednak los zaciągnął go na statek i tego nie żałuje. Twierdzi, że dla marynarzy najcenniejszy jest czas, czas by spędzać go z najbliższymi. Pływając 8 miesięcy w ciągu roku każdy dzień w domu jest na wagę złota. Niestety okres urlopowy mija jak pstrykniecie palcem. I to chyba najbardziej denerwuje. W przypadku Jakuba, czas na statku leci szybko. Ma dużo portów, szybkie załadunki i wyładunki. Czasami zdarzają sie dłuższe przeloty. Wtedy przesiaduje się na mesach, czy choćby rozmawia przy piwku. Często zamykają sie wszyscy w kabinach i oglądają filmy lub coś czytają, chyba że w oddali widać ląd, wtedy jest poszukiwanie zasięgu by zadzwonić do domu. Kuba ma młodą załogę, więc zdarza się pograć w piłkę, tenisa stołowego lub indywidualnie pójść na siłownię. Ważne jest by mieć dobre towarzystwo, bo wtedy tęsknota za domem tak mocno nie boli. Czasy są takie, że armatorzy szukają oszczędności, więc w portach już się nie stoi tygodniami. O każdej porze są manewry, załadunek i wyładunek. Potrafią to zrobić w parę godzin więc wyjść na miasto coś zwiedzić jest ciężko. Wyjście ogranicza się do szybkich zakupów czy zjedzenia czegoś innego niż statkowa micha. Chyba najczęściej na statku to się czeka. Czeka się na załadunek, manewry, zasięg, pilota, zdanie wachty i koniec kontraktu.
Tęsknotę każdy przeżywa na swój sposób. Jedni dużo o tym mówią, inni to kryją w sobie. Kuba zawsze wozi zdjęcia swojej narzeczonej i stara się być ciągle w kontakcie. Nawet jak nie ma zasięgu pisze bo wie, że prędzej czy później wiadomość dojdzie. I to dzięki jego drugiej połowie te kontrakty nie są takie ciężkie.

Bartosz, lat 27, na morzu od 5 lat. Jest oficerem na statkach handlowych. Pływa od zawsze. Wychowany na żaglach od małego, lecz morskiego bakcyla złapał dopiero studiując na Akademii Morskiej. Na początku nie miał sprecyzowanego pomysłu na siebie.Miał zostać stomatologiem, pójść w ślady mamy. Zabrakło mu kilku punktów. Składał również papiery na akustykę, a finalnie wylądował na kierunku nawigacja i transport morski. Lubi swoją pracę, choć uparcie twierdzi, że wystarczy jedno słowo swojej żony i rzuca pływanie w cholerę.

Paweł, lat 42, dwa lata temu skończył Akademię Morską. Instruktor żeglowania, w swoim dorobku ma kilka własnych biznesów, choć gdzieś w głębi zawsze marzył o pływaniu. Odważył się na studia na Akademii Morskiej w ostatniej możliwej chwili. W końcu czuje się spełniony, bo robi w życiu to o czym najbardziej marzył.

Jan, lat 65, na morzu od ponad 40 lat. Kapitan żeglugi wielkiej. Swoją karierę marynarza zaczynał w latach, kiedy ten zawód był czymś nieosiągalnym. Wśród swoich rówieśników był jedynym, którzy odważyli się na taki krok. Zawsze ciekawy świata, marzył o jego zdobywaniu. Przepłynął glob kilka razy, a za każdym razem odkrywa coś nowego. Syn żołnierza i pielęgniarki. Gdyby nie został marynarzem, pewnie wstąpiłby do wojska. Ma za sobą kilka epizodów zdrowotnych, które wykluczyły go na kilka lat z pływania, ale uparcie twierdzi, że złego diabli nie biorą i zawsze obronną ręką wraca na morze. Ma pięcioletniego wnuczka, który tak jak dziadek chce zostać marynarzem.

Kochani, dzielcie się z nami swoimi historiami, historiami Waszych Marynarzy: mężów, ojców, dziadków, wujków. To niezwykle ciekawy temat.

 

3 thoughts on “Marynarze o sobie

  1. Piotr, lat 51, na morzu od 30 lat. Jest pierwszym oficerem na statkach handlowych. Nie pała miłością do morza chociaż skończył Liceum Morskie w Gdyni, do ktorego namówił go kolega(kolega się nie dostał ). Po szkole próbował na WSM-kę zabrakło punktów. Więc od pękał wojsko i na morze. Zaczynał na Stefanie Batorym jeszcze jako kadet,a potem od młodszego marynarza w PLO. Sukcesywnie po wypływaniu odpowiedniej ilości miesięcy kończył kursy,żeby robić za ,,miliony,, Dziś chief oficer na masowcach więcej w domu niż w morzu. Zawsze wielki stres i nerwy przed ,,wyprawą,, jakby mógł to by rzucił to w cholerę, zresztą było kilka epizodów z nie pływania. I tak 25 lat bujamy się razem.
    Ps.Asia dzięki za te tematy i lekkie pióro. Moja starsza corka też Joanna, ehhh te Aśki 😉

    Polubienie

    • Wooow, to już piękny staż. Dziękuję za kolejną historię. Tak wiele łączy naszych Marynarzy i tak wiele ich dzieli. Dziękuję za dobre słowo. Tacy Czytelnicy to skarb:* pozdrawiam ciepło

      Polubienie

      • Hehe te 25 tylko poważnie brzmi,bo w głowie ciągle maj 😎. Twoje pisanki są 💪👍😘 Pozdrawiam

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s