Jak zwalczyć doła, kiedy Marynarz na statku?

Pomimo kalendarzowej wiosny, pogoda za oknem nie nastraja zbyt pozytywnie. Choć mówi się, że nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania, to jednak długie spacery przy minusowych temperaturach lub w strugach deszczu albo jeszcze przy wietrze takim, że głowę chce urwać, nie należą do najprzyjemniejszych. Mówię tu o pogodzie, bo ta akurat ma na mnie dość spory wpływ. I to właśnie aura nastraja mnie pozytywnie lub negatywnie. Oczywiście na mój nastrój mają wpływ również inne czynniki, chociażby to, że Marynarz na statku. I o tym właśnie dzisiaj…

Trudno mi określić siebie. Nie jestem typową optymistką, każdego dnia tryskającą pozytywną energią i świetnym humorem. Choć nie należę też do ponuraków, wiecznych pesymistów niezadowolonych z niczego, widzących wszystko w ciemnych barwach. Dużo bliżej mi do optymistki, choć nie powiem Wam, że nie miewam czasem złych dni. Takich kiedy wszystko mnie wkurza, kiedy talerze wypadają z rąk, kiedy kapcie nie tak stoją, dziecko gra na nerwach, wszyscy w około patrzą spode łba a mi nic nie pasuje. I wiem, że to normalne. Że większość z Was tak ma. Bo trudno jest być zawsze na szczycie. Zawsze w dobrym humorze. Z wizją pozytywnej przyszłości.

Jak już ten dół przychodzi, to raczej staram się nie popadać w jego skrajność. Choć wiem, że łatwo się mówi. Bo przecież jak już się sypie, to sypie się po całości. I człowiekowi sił brak. I płakać się chce. Wykrzyczeć całemu światu jak Ci źle. Krzycz. Płacz. Ulży Ci. Dobra, ale jak już Ci ulży, to spróbuj choć trochę tego doła poskromić. Poniżej pięć sposobów jak ujarzmić dziada:

1. Muzyka łagodzi obyczaje

Oj tak. Muzyka potrafi zdziałać cuda. Wzrusza. Dołuje. Dodaje energii. Motywuje. Inspiruje. Rozmarza. Rozczula. Przywołuje emocje i skojarzenia. Dla mnie idealnym miejscem na słuchanie muzyki jest auto. Wsiadam w samochód, włączam swój ulubiony kawałek na full i śpiewam w niebogłosy. Tańczę za kierownicą wzbudzając przy tym zdziwienie gapiących się na mnie, stojących na światłach kierowców sąsiednich aut. Ale co tam. To mi pomaga i już.

2. W zdrowym ciele zdrowy duch

Sport wywołuje endorfiny. A endorfiny to dobry humor i lepsze samopoczucie. Fajnie, jeśli ktoś chodzi na siłownię, basen, zumbę, taniec itd. Gorzej jeśli ktoś nie ma takiej możliwości, bo nie ma z kim zostawić dziecka, bo w jego okolicy nie ma siłowni, bo zwyczajnie nie lubi, nie ma czasu itd. Wiecie co, można to łatwo zastąpić. Ja zawsze powtarzam, że lubię się zwyczajnie narobić, tak fizycznie. Ganiać ze szmatą, szczotką, odkurzaczem. I choć najgorzej jest mi się do tego zabrać, to kiedy już zacznę, czuję ogromny przypływ pozytywnej energii. Sprzątanie to też sport. Czasem nawet ekstremalny. Spójrzcie nawet na to sprzątanie całego domu na powrót Marynarza. Też tak macie? Sprzątam wtedy miejsca, których normalnie nie ruszam. Myję okna, żyrandole, meble. To jak wejście na Mount Everest. A ile radości, kiedy już się osiągnie szczyt.

3. Czytam, bo lubię

Na doła zawsze wskazana jest dobra książka. Tylko nie taki wyciskacz łez, przy którym wykorzystamy całe pudełko chusteczek. Najlepsza taka pozytywna, motywująca. Taka, która da Ci tę moc do dalszego działania. Która zainspiruje Cię do codziennych czynności. Do postrzegania drobnych rzeczy jako wielkich. Wiele mam takich pozycji, do których wracam po kilka razy. U mnie to nie jest tak, że książka raz przeczytana ląduje na regale i zarasta kurzem. Za każdym razem wracam do tych pozycji, na które w danej chwili mam ochotę. Polecam Wam stworzenie takiej własnej biblioteczki ulubionych pozycji książkowych, które będą Waszym ratunkiem na gorsze dni.

4. Przede wszystkim człowiek

Człowiek jako istota stworzony jest do życia w grupie. Dlatego właśnie tak nam źle, kiedy zostajemy bez naszego Marynarza. Warto mieć własną grupę wsparcia. Osoby, które zawsze są gdzieś obok. Paczkę pozytywnych przyjaciół, które będą z Tobą na dobre i na złe. Z przyjaciółmi zawsze można się spotkać, lub choćby porozmawiać przez telefon. Wypłakać się, wyżalić. Przegadać całą noc, by rano obudzić się z pozytywną dawką energii.

5. Kiedy już wszystko zawodzi. Kiedy dół taki jak stąd do Marynarza, to zawsze dobrze jest mieć plan awaryjny. Ulubiona komedia romantyczna, ciepły koc, poduchy, świece, dobre wino i ulubione jedzenie na telefon. Faceci mówią, że komedie romantyczne są dla bab. I to się zgadza. My kobiety takie właśnie już jesteśmy, potrafimy poprawić sobie humor oglądając ulubiony film, który kończy się happy endem. Przyznać się baby, jakie są Wasze ulubione filmy? Śmiem twoerdzić, że większość z nich to właśnie komedie romantyczne.

Gorsze chwile będą zawsze, prędzej czy później dopadną i Ciebie. Wtedy właśnie warto jest mieć własne sposoby na ich zwalczanie. Każda z nas jest inna, każda przeżywa wyjazd swojego Marynarza na swój sposób, każda ma też własne metody na zwalczanie doła. Ważne, by w odpowiednim momencie wyciągnąć asa z rękawa i zwalczyć dziada. Nie pozwolić mu nami zawładnąć. A Wy Dziewczyny, jakie macie sposoby na zwalczanie doła?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s