Statkowe zwolnienie lekarskie

IMG_5452

Pisałam już kiedyś o tej durnej reklamie, w której wmawiają nam, że mamy nie biorą zwolnienia. Ten wpis tutaj. Każdy człowiek ma lepsze i gorsze chwile. I oby nasze zdrowie jak najmniej szwankowało. Marynarze, choć z pozoru to okazy zdrowia, też miewają czasem dni, gdy zwyczajnie choróbsko powala ich z nóg. Co jeśli to się dzieje na statku, a oni przecież muszą pójść na wachtę?

Przed wyjazdem na statek, Marynarze zobligowani są do okazania się świadectwem zdrowia. Często armatorzy wymagają dodatkowych badań, bardziej szczegółowych, szczepień na choroby tropikalne, testów na narkotyki i inne używki, zaświadczeń od stomatologa o braku ubytków w zębach i ogólnym dobrym stanie uzębienia. Wszystko to jest zrozumiałe, lecz często problemy ze zdrowiem pojawiają się znienacka. Na każdym statku jest ,,szpitalik” za który odpowiada drugi oficer. Jest tam zestaw podstawowych leków, opatrunków i niezbędne narzędzia do udzielenia pierwszej pomocy. Zawsze można się poratować tabletką na ból głowy czy chorobę morską, kremem na oparzenia, ewentualnie jakimś antybiotykiem. I o ile niezbędna pomoc wymagająca wizyty u specjalisty jest udzielana w najbliższym porcie, o tyle pomoc doraźna odbywa się na statku. A co w przypadku kiedy Marynarza dopada grypa, taka która zwala z nóg, taka przy której boli każda kostka a od nadmiaru światła głowę chce ci rozsadzić?

Standardowo wachty oficera na pokładzie trwają cztery godziny, lecz w porcie ten czas wydłuża się do sześciu godzin. Wyobraź sobie siebie w pracy, z gorączką czy jeszcze gorzej z grypą jelitową. Gdzie najchętniej chciałabyś zniknąć przed całym światem, a musisz pracować. Marynarze to nie roboty, ich czasem też niestety dopada wirus. Pytając mojego Marynarza, czy istnieje możliwość, że przy ostrej chorobie kapitan może powiedzieć, czy oficer zwyczajnie nie przyszedł do pracy. Dowiedziałam się, że teoretycznie taka możliwość istnieje. Wiadomo, kapitan może wszystko. Może tak porozdzielać wachty, by dwóch pozostałych oficerów wzięło wachtę chorego marynarza, lub może też sam za niego wziąć taką wachtę. Mój Marynarz jednak nie spotkał się z taką sytuacją. Ilekroć dopadł go wirus na statku, chodził do pracy, brał leki i pracował.

To wszystko nie jest takie łatwe jakby się mogło wydawać. Praca jest do wykonania i musi być zrobiona, a jeśli ktoś nadużywa przysłowiowego zwolnienia od pracy na statku, to tak jak w przypadku pracownika stacjonarnego, pracodawca może rozwiązać umowę o pracę z taką osobą, a marynarza zwyczajnie odesłać do domu. Myślę, że taki delikwent raczej nie ma już powrotu. Chyba, że jego przymusowy powrót do domu jest spowodowany poważną chorobą lub sytuacją zupełnie niezwiązaną z pracą. Zabrzmi to niefajnie, ale życie jest brutalne i tak jak w przyrodzie, przetrwają tylko najsilniejsze osobniki.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s