Babę zesłał Bóg

Ten tekst piosenki Renaty Przemyk zna chyba każdy. A jeśli nie, to koniecznie jej posłuchajcie. Zawsze powtarzam, że gdy M. wyjeżdża na statek, to ja się przeistaczam w twardą babę. Mam takie momenty, jeszcze przed jego wyjazdem, że myślę o tym, co mnie za chwilę czeka, kiedy zostanę sama. I wtedy mam strach w oczach i odczuwam ten przeszywający ból w żołądku spowodowany stresem. Dlatego do ostatniej chwili odkładam te myśli. Nawet jadąc na lotnisko, odwożąc Marynarza chyba do końca do mnie nie dociera, że za kilka godzin zostanę sama. Tak było i tym razem, zaledwie trzy tygodnie temu…

Na lotnisko wyjeżdżaliśmy o 2 w nocy. Drogę do Warszawy prawie całą przespałam. Gdy już przeszedł przez bramkę kontroli granicznej i zniknął mi z oczu, wstąpiła we mnie jakaś niewyobrażalna moc. Na parking szłam dobita, z twarzą mokrą od łez. Jednak gdy już wsiadłam do auta, widziałam, że nie ma odwrotu, że teraz ja przejmuję stery, nad wszystkim: nad codziennymi sprawami, nad sobą, nad Jasiem, nad naszym nowym domem, nad wszystkimi pojawiającymi się na co dzień rzeczami.

Pomyślałam sobie, że w sytuacjach podbramkowych nauczyłam się czegoś bardzo istotnego i absolutnie niezbędnego w funkcjonowaniu żony marynarza. Na większość rzeczy nauczyłam się reagować spokojem. I choć tak na trzeźwo o tym pisząc, trudno mi o sobie wyobrazić, to z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu potrafię wykrzesać te pokłady spokoju w sytuacjach, kiedy jest to naprawdę niezbędne. Trudne sytuacje powodują u mnie wzmożone myślenie, a nie jak kiedyś wybuch płaczu czy atak histerii. Jak pomyślę sobie ile ja łez wypłakałam, ile nerwów zszargałam, ile sytuacji przeżyłam po stokroć bardziej niż było to warte, to aż mi szkoda samej siebie. Takie przełamywanie siebie wcale nie przychodzi łatwo. Niestety najczęściej tej umiejętności człowiek nabywa z powodu jakiś negatywnych wydarzeń. I choć ciężko nam to pojąć, to często potrzebujemy by się nam czasem coś zawaliło. To uczy życia. I powoduje że rośnie nasz dystans do przeróżnych spraw.

Wśród żon marynarzy panuje opinia, że najgorsze są dwa- trzy tygodnie po wyjeździe M. Człowiek musi wpaść w ten rytm samodzielności i samotności. Potem zdaje się już być łatwiej. To nie jest tak, że ja nie mam kryzysów, gorszych dni, chwil załamania i zwątpienia czy dam sobie sama z tym wszystkim radę. Najczęściej takie chwile przychodzą w jesienno-zimowe weekendy, kiedy człowiek zaszyty jest pod ciepłym kocem. Czas wtedy płynie znacznie wolniej i ma się go więcej na zbędne rozmyślanie. Gdybym tak co dzień myślała ile czasu pozostało do powrotu Marynarza, mówię Wam, zgłupiałabym. Tym bardziej, że tym razem przed nami długich pięć miesięcy osobno.    

Gdy jest mi tak samej źle i trochę ponarzekam, to zawsze sobie wtedy myślę, że czym to moje zło i niedola jest przy tym, co ma mój Marynarz na statku. On jest tam sam, zamknięty w metalowym pudle z kilkudziesięcioma innymi facetami, nie mając często żadnej bratniej duszy to rozmowy. Czym przy moich codziennych obowiązkach są jego obowiązki tam na statku. Nocne wachty, praca po dziesięć-dwanaście godzin, ciągły stres i napięcie związane chociażby z ogromną odpowiedzialnością, niesprzyjającą pogodą, nieprzewidzianymi okolicznościami na morzach i oceanach świata i całą masa innych rzeczy, o których nie mam bladego pojęcia.

Takie myślenie stawia mnie do pionu. W ogóle poniedziałki sprawiają, że moje ponure nastawienie znika. Bo w poniedziałek zaczynam nowy, roboczy tydzień i wiem, że ten czas zleci znacznie szybciej, że ogrom zajęć i codziennych obowiązków wypełnią mój czas do tego stopnia, że nie będę go miała na rozpamiętywanie i rozmyślanie. A potem znów przyjdzie weekend i zatracę się w tym swoim myśleniu. I tak w koło Macieju. Całe pięć miesięcy…Ale ja się nie dam. Nie dam się tej jesiennej chandrze, tej samotności, tym myślom szarym i burym. W końcu babę zesłał Bóg, by ogarniała tę codzienność, bo jest w tym najlepsza. I tego się trzymam.

1 thought on “Babę zesłał Bóg

  1. Zawsze myślałam, że jeśli mąż to marynarz, pilot czy żołnierz. Wydawało mi się, że taka rozłąka jest dobra i w moim przypadku sprawdzi się w związku. 🙂 Ciekawie jest poczytać o tym z perspektywy kogoś, kto tego doświadcza. Świetny wpis. 😉
    I trzymaj się, na pewno dasz radę! 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s