Świąteczna opowieść

7CE5AF9F-E68E-410A-BB23-B86A90EA172CPowiadają, że święta to magiczny czas. To czas, kiedy dzieją się cuda. To czas radości, ciepła rodzinnego ale również zadumy i wspominania osób, których z nami już nie ma. Jeśli faktycznie jest tak, że w Boże Narodzenie dzieją się cuda, lecz my nie mamy ku temu żadnej nadziei, niechaj przytoczona przeze mnie dzisiaj historia choć trochę rozweseli Wam serca. To historia, którą jakiś czas temu przeczytałam u Julki i która zapadła mi w pamięć na długo. Niech i tak będzie również u Was…

,,[…] Gadamy prawie codziennie, ale wtedy coś, co opowiadała mi już tak wiele razy, opowiedziała całkiem dokładnie. Z każdym dniem, godziną, z każdym uczuciem, jakie wtedy wyrywało jej serce. I choć ani słowa nie wspomniała o sile, jaką miała, dla mnie ta historia jest o sile matki. O jej miłości i oddaniu. Jest piękna, szczupła, zgrabna, z długimi blond włosami. Ma taki uśmiech, który każdy chciałby mieć. Niezwykle dowcipna, inteligentna, bystra. Bardzo pracowita i szybka. Dzisiaj taką ją znam.

Dwadzieścia lat temu urodziła synka, z wielkiej młodzieńczej miłości. Zresztą, czy był wtedy ktoś, kto mógłby się w niej nie zakochać? Miała wtedy dziewiętnaście lat. Przynieśli jej to małe zawiniątko, położyli obok, a ona oplotła je ramionami. Kosmyki jej długich, złotych włosów migotały w słońcu. Spoglądała na niego uważnie, bo choć była wtedy jeszcze nastolatką, bardzo go pragnęła. Nie zdążyła zapamiętać każdej linii na jego małym ciałku, nie zdążyła pocałować każdego opuszka palca. Została sama na tym białym łóżku, w białej pościeli, z odrapaną obok szafką. Za oknem świeciło słońce. Był czerwiec, Wzięli tylko na badania, a godziny mijały i rozciągały się w niekończące się oczekiwanie. Obolała z trudem wstała z łóżka. Przytrzymując się ściany szpitalnej, znalazła pokój, w którym był jej syn. Położna powiedziała tylko kilka zdań: my tutaj nie mamy dostatecznej wiedzy na temat tej choroby. Wezwaliśmy karetkę z Zabrza. Już jadą. Może go pani ochrzcić.

I to ochrzcić dudniło jej w głowie jak najgorsze z możliwych słów. Bo to znaczyło jedno, że tych chrzcin z rodziną, z ciociami, co noszą na zmianę i wujkami, co stukają się wtedy kieliszkami na zdrowie, może nie dożyć. Do dziś pamięta ten inkubator, taki pancerny, z małym okienkiem, i to małe ciałko w nim. Zdążyła jeszcze włożyć tam rękę, kiedy biegli długim szpitalnym korytarzem, a on wtedy tę rękę jej złapał. Nie chciał puścić. Zamknęły się drzwi windy, a ona została sama: w tej koszuli, na szpitalnym korytarzu, bez niego. I tak naprawdę bez siebie, bo jak wtedy można się odnaleźć.

Na drugi dzień wyszła na żądanie. Pojechała do Zabrza. W tym Zabrzu spędziła sto dni. Spała u ciotki, którą wcześniej widziała może raz w życiu. O świcie czekała pod szpitalem, późnym wieczorem wychodziła. Często resztkami sił, ledwo powłócząc nogami. Ciągle nie dojadała, nie dosypiała. Po roku została z dzieckiem sama- choroba przerosła młodzieńczą miłość. Dwa lata w szpitalach: Sosnowiec, Bytom, Kraków. Ona chudła, płakała czasami w poduszkę, ale siły nie traciła, bo nie ma takiej mocy na tym świecie, by kobieta straciła siłę, kiedy choruje dziecko. Kilka dni przed planowaną operacją wypisała go ze szpitala. Matczyna intuicja podpowiadała jej, że to nie jest ten moment, ten szpital, ta diagnoza.

Usłyszała o specjalistach w Hiszpanii. Mając dwadzieścia dwa lata, spakowała torbę, założyła kurtkę i wyjechała. Sama, w nieznane, z dzieckiem za rękę. Do wielkiego miasta, do miejsca, w którym mówiono obcym dla niej językiem. Wynajęła pokoik. Tuląc go pod wspólną kołdrą, mówiła do siebie po cichu, że da radę, że jakoś to będzie, przecież musi być. Pierwszą potrzebą była praca. Na rozmowę poszła z nim. Nauczyła się podstawowych zwrotów po hiszpańsku. On siedział na krzesełku obok. Powiedziała mu na ucho: Musisz syneczku teraz chwilkę być grzeczny, bo mama potrzebuje tej pracy. Dostała ją. W domu bogatych ludzi. Opiekowała się tam ich dzieckiem. Przychodziła ze swoim synkiem i z dwójką spędzała tam dzień. Jej pracowitość i zaradność pozwalały jej jeszcze zdążyć tam z praniem i przyszykowaniem obiadu. W tym czasie szukała i drążyła temat lekarzy, szpitali.

Pewnego dnia, sprzątając biuro swoich pracodawców, znalazła dokumenty z wyraźnymi podpisami: Szpital Dzieciątka Jezus. Jak to? Przecież to szpital, który specjalizuje się w chorobie jej syna! Następnego dnia zapytała Pablo o to, co znalazła, wyjaśniając, że jej syn ma chorobę Hirschprunga. Pablo okazał się chirurgiem z tego szpitala, najlepszym. Zajął się przypadkiem jej syna. Od tego dnia codziennie rano, gdy przychodziła do pracy, Pablo brał jej dziecko ze sobą do szpitala. Robili mu badania, diagnozowali. Chłopczyk był już zżyty z lekarzem, więc bez problemu udawał się z nim na codzienne rytuały. Ona zaś pilnowała jego synka w domu. Gotowała, sprzątała i czekała popołudnia.

Lekarz znalazł im przyszpitalne mieszkanie, pomagał i troszczył się. Pablo zoperował polskiego przybysza, który przyjechał po lepsze do jego kraju. Intuicja mamy była niezawodna. Okazało się, że w naszym kraju został źle zdiagnozowany odcinek do wycięcia. Dziś chłopak ma dwadzieścia lat. Świetny, przystojny facet. Zakłada rano mundur, skacze ze spadochronem, kończy szkołę wojskową. Kiedy mama odwozi go na imprezę, koledzy przyklejają nosy do szyb auta i z niedowierzaniem mówią: To jest twoja mama? I choć oni rozpływają się nad jej urodą, wdziękiem i figurą, to ja każdego dnia nie mogę wyjść z podziwu dla jej siły i odwagi. Bo gdyby to był film, nie uwierzyłabym, że kobieta wyjeżdża do obcego, wielkiego kraju w poszukiwaniu lekarzy, którzy uzdrowią jej syna a dodatkowo tym lekarzem okazuje się mężczyzna mieszkający w domu, w którym ona znajduje swoją pierwszą pracę.

Ale okazało się, że to jest życie. To tutaj, na naszej ziemi.”

Życzę Wam w te święta wiary w cuda i siły pomimo przeciwności losu. Jedną z dróg prowadzących do celu jest…mama.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s