Kadet- marynarska szkoła przetrwania

EB7D3F07-0624-4AE8-BF73-9CCCAD175221

Kadet- marynarska szkoła przetrwania

Każdy marynarz zaczynał swoją przygodę z pływaniem od najniższego stopnia na statku. Niezależnie od tego, czy po szkole morskiej czy też nie, chrzest bojowy należało przejść. Dziś trochę o tym, jak to było z moim Marynarzem, czyli pierwsze koty za płoty na pokładzie.

Wszyscy doskonale wiemy, że w Polsce mamy dwie Akademie Morskie: w Szczecinie i w Gdyni oraz jedyną w kraju Akademię Marynarki Wojennej. I tylko w tych ośrodkach w Polsce można uzyskać tytuły inżyniera i magistra morskich specjalności, takich jak chociażby nawigacja i transport morski czy mechanika i budowa maszyn, które kształcą przyszłych adeptów pracujących na morzach i oceanach świata. Kształcenie kierunkowe można zacząć już na etapie szkoły średniej. Zespoły Szkół Morskich znaleźć można m.in. w Darłowie, Kołobrzegu czy Świnoujściu. 

Podczas trwania studiów przyszli marynarze odbywają kilka praktyk. W przypadku mojego męża były to cztery praktyki, łącznie 12 miesięcy na statku w ciągu czterech lat studiów inżynierskich by uzyskać licencję oficera wachtowego. Pierwsza praktyka odbyła się po 1 roku studiów: dwa tygodnie na szkolnym statku badawczym Nawigator XXI, później kolejne trzy tygodnie. Kolejną praktyką była praca przez tydzień na holowniku w szczecińskim porcie natomiast pierwsza płatna praktyka to praca na promie Unity Line przez dwa tygodnie. 

Po trzecim roku studiów mój marynarz miał 12 miesięcy przerwy podczas których to musiał wypływać 6 miesięcy. W tym przypadku szkoła nie pomagała znaleźć statku na praktykę. Student rzucony był na głęboką wodę i musial sam znaleźć sobie agencję, która wyśle go na statek. O ile na początku nie martwiliśmy się o znalezienie praktyki, ba planowaliśmy nawet, że najpierw wypłynie na trzy miesiące, potem przerwa i kolejne trzy, o tyle sytuacja zaczęła się komplikować kiedy po upływie pięciu miesięcy nie można było znaleźć statku…

Setki wysłanych aplikacji, godziny spędzone na portalu morskim, dziesiątki przewertowanych stron internetowych, wykonanych telefonów i wizyt w agencjach. W większości z nich, kiedy słyszano wyraz „kadet” i „praktyka”, wskazywano nam drzwi, mówiono, że nie ma żadnych ofert, zbywano i wciskano kit, by przyjść za miesiąc. Po miesiącu sytuacja zataczała koło. Kiedy traciliśmy już nadzieję, pewnego pięknego dnia znalazł się statek. Nie było już wtedy wyboru, trzeba było wyruszyć w półroczny rejs. Tym sposobem rzutem na taśmę marynarz zdąrzył zrobić półroczną praktykę niezbędną do ukończenia studiów. To był jak do tej pory najdłuższy jego rejs. Od czerwca do grudnia, przez trzy kontynenty, kilka stref czasowych, całe mnóstwo portów, międzynarodowa załoga, piraci na Zatoce Adeńskiej, komandosi na statku. Cały przekrój z możliwych- prawdziwa szkoła życia. Były też te dobre momenty, które pozostaną w naszych wspomnieniach na zawsze. Podczas tego półrocznego rejsu udało nam sie spotkać aż dwa razy. Jednym z portów na tej linii był port w Hamburgu do którego udało mi się dwa razy pojechać i być z moim Marynarzem kilka dni. 

Zarówno dla niego jak i dla mnie to było ogromne przeżycie. Niewiele jeszcze wtedy wiedziałam o pływaniu, nasz związek trwał od niedawna, a ja, nie dość że nie miałam bladego pojęcia jak ciężka będzie to rozłąka to jeszcze pierwsze wrażenie bycia na statku, spania na nim, jedzenia posiłków, zwiedzania poszczególnych pięter i pomieszczeń było dla mnie czymś niewyobrażalnym. 

Kolejny rejs za kadeta mój Marynarz odbył w tej samej firmie, w ogóle od samego początku pływa w jednej firmie. Choć znów nie obyło się bez problemów. Najważniejsza rada dla kadetów szukających statku to chyba fakt, że warto „zahaczyć” się w jednej firmie, zbierać pozytywne opinie i jak najlepsze noty. To zaplusuje w przyszłości, a mimo krążących opinii, że w największych kompaniach marynarz to tylko numer, ludzie odpowiedzialni za crewing wnikliwie wertują kandydata i jego historię, więc to nie jest do końca tak, że jest się anonimowym. Warto też próbować aplikować bezpośrednio do kompanii. Przy odrobinie szczęścia udaje się tam prędzej dostać aniżeli przez agencję crewingową. 

Każde początki nie należą do najłatwiejszych. Nie trudno się zniechęcić, popaść w marazm i wkręcić sobie, że to co wpajają studentom na studiach, że pracy dla marynarzy jest w brud, to stek bzdur. Standardy się zmieniają, armatorzy tną koszty, redukują załogę, lecz praktykę każdy musi odbyć. Do wszystkich kadetów, adeptów marynarz- nie zniechęcajcie się i nie poddawajcie. Początki choć trudne, przyniosą efekty. Każdy zaczynał od początku. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s