Cudze chwalicie, swojego nie znacie

Do powrotu na bloga zbierałam się już parę dobrych tygodni. Ostatnie miesiące, czyli tak naprawdę od momentu, kiedy wrócił mój marynarz upłynęły mi na balansowaniu pomiędzy wakacyjnymi wyjazdami, pracą i domem. Koronawirus wszystkim nam pokrzyżował plany. Mój marynarz utknął na statku na ponad sześć miesięcy, wrócił pod koniec lipca, więc chcieliśmy jak najprzyjemniej wykorzystać tę drugą połowę wakacji. Sytuacja epidemiologiczna w Europie nie pozwoliła nam odwiedzić miejsc które chcieliśmy, ale pozostając w kraju i szukając ustronnych, czasem dzikich destynacji, odkryliśmy mnóstwo ciekawych miejscówek.

Czytaj dalej