Kiedyś było inaczej…

Środowisko marynarskie to dość hermetyczna grupa. I o ile w Trójmieście czy Szczecinie marynarskich rodzin jest dużo, o tyle w innych miastach w Polsce jest ich już mniej. Jeśli jest to mniejsza miejscowość, tak jak w moim przypadku, to marynarzy można policzyć na palcach jednej ręki i wszyscy się znają. Są takie rodziny z trzydziestoletnim ponad stażem, i takie jak moja, które morskiego życia dopiero co się uczą. Są marynarze, ich żony i dzieci. I właśnie o tych dzieciach dzisiaj chciałam…

Rodzice, którzy mają dzieci w wieku przedszkolnym doskonale wiedzą, jaki bój trzeba przejść, by zapisać dziecko do przedszkola. Nie tak dawno temu ja również miałam tę ,,przyjemność” (tak, tak od września będę miała już przedszkolaka jak się patrzy J). Przy tej okazji, po raz kolejny spotkałam się z przeświadczeniem, że rodzinom marynarskim nic się raczej od państwa nie należy, a już na pewno nie miejsce w państwowym przedszkolu, bo przecież jest nas stać na opiekunkę czy czesne w prywatnej placówce. Szkoda tylko, że to właśnie status społeczny odgrywa tu znaczącą rolę, bo nie tak powinno być, no ale cóż się dziwić, wszak ,,światem rządzi pieniądz”. W tym konkretnym przypadku nie kierowały mną koszty w prywatnym przedszkolu, a zupełnie inne kwestie, ale nie o tym dziś chciałam…

 
Chciałam o tym, że kiedyś było inaczej. Żyło się inaczej, myślało się inaczej, inaczej się wychowywało dzieci i inaczej się pływało… Marynarze wypływali na 8-12 miesięcy. Nie było możliwości, by na co dzień się skontaktować, by porozmawiać, wyżalić, wspierać. Te relacje w rodzinach marynarskich były inne. Tak mi się wydaje. I wcale nie twierdzę, że były lepsze czy gorsze niż teraz, bo tak porównywać nie można.

 
Wracając jeszcze do tego przedszkola…By dostać się do państwowego, otrzymuje się dodatkowe punkty za spełnienie określonych kryteriów, np. rodzina wielodzietna, samotnie wychowująca matka itp. Jestem mamą jedynaka, samotnie go nie wychowuję, ale pracuję zawodowo na pełen etat, tata jest marynarzem… Żadne kryteria mnie nie obejmują, by móc łatwiej dostać się do przedszkola. W uwagach opisałam sytuację rodziny: to, że tata Jasia jest marynarzem, że jak wypływa na 4 miesiące, to nie ma go w ogóle w domu, że ja pracuję od 7.00 do 15.00. I wiecie co usłyszałam oddając w przedszkolu podanie?

 
A: ,,Pani ma męża marynarza?”
B: ,,Tak”
A: ,,Współczuję”

 
Chwila ciszy…

 

Stanęłam jak wryta. Nie zdążyłam zaczerpnąć powietrza, by móc uprzejmie spytać dlaczego, gdy nagle słyszę…

 
A: ,,Mój tata był marynarzem. Znam to od strony dziecka. Współczuję pani synowi.”

 
I wiecie co. Zostawiłam to podanie nie wdając się w dyskusję, odwróciłam się na pięcie i jak gdyby nic grzecznie opuściłam lokal.

 
Wydawać by się mogło, że kto jak kto, ale inne morskie dziecko doskonale zrozumie sytuację. A jednak… Kiedyś było inaczej. I nie twierdzę, że morskie dzieci miały źle, bo to zależy od człowieka. I ile ludzi tyle przypadków. Ale wydaje mi się, że dziś jest łatwiej. Łatwiej jest tym dzieciom tworzyć normalną rodzinę. Łatwiej jest im mieć tatę na co dzień mimo, że ten jest na statku. Łatwiej jest chyba budować tę więź, ją podtrzymywać i rozwijać.

 
Gdy mój M. jest na statku, nie ma dnia, by Jaś nie wspomniał o tacie. Wiadomo, że dzięki obecnej technologii możemy rozmawiać, widzieć się. Jasiek może tacie śpiewać, tańczyć, bawić się w chowanego czy słuchać czytanej przez tatę bajki na dobranoc. Ale kiedyś te rodziny też funkcjonowały i to bardzo dobrze. Kiedyś te żony marynarzy miały inne sposoby, by tata był obecny w życiu dziecka. Były listy i zdjęcia. Było radio, telegramy i paczki. I nie chce mi się wierzyć, że dawniej każda morska rodzina była rodziną dysfunkcyjną. Ja rozumiem, że brak taty na co dzień może mieć znaczący wpływ na rozwój dziecka, ale ludzie, co to ma być…

 
W rodzinach stacjonarnych są rozwody, jest alkohol, przemoc. Dzieci są bite, maltretowane, molestowane, porzucane. I to jest tragedia. Takim dzieciom należy współczuć. Nie uważam, by mojemu dziecku należało współczuć z powodu bycia synem marynarza. Nie uważam też by mojemu dziecku czegokolwiek brakowało. Wręcz przeciwnie, wiecie co uważam… Uważam, że w jakimś stopniu dzięki temu, że ma tatę marynarza, ta więź między nimi jest jeszcze mocniejsza. Bo tata mu imponuje, bo wykonuje zawód, który jest ponadprzeciętny, bo gdy wraca to jest z nim przez 24 godziny na dobę przez trzy czy cztery miesiące, bo nie wraca zmęczony z pracy mówiąc dziecku, żeby pobawiło się w swoim pokoju, bo tata musi odpocząć, bo jest zawsze dla niego i zawsze z nim, bo rozmawiają…

 
Właśnie, rozmowa… Błahostka. Ale w gruncie rzeczy znam wiele rodzin, które nie potrafią ze sobą rozmawiać. Dzieci jak zahipnotyzowane wpatrzone w ekran telewizora lub monitora, rodzice zmęczeni po pracy nie rozmawiają ze sobą.
Ja uwielbiam te nasze rozmowy. Czekam na nie każdego dnia, opowiadam co u nas, czego nowego nauczył się nasz syn, co się wydarzyło w pracy i w domu. Pamiętam jak wypłynął pierwszy raz, na pół roku. Internet był tak lichy, że tylko maile mogliśmy pisać. I mam je wszystkie do dziś. Te maile. Są cudowne, czasem nawet do nich wracam, bo to taki nasz skrawek życia. Te najważniejsze są wyjątkowe. Kiedy dowiedział się, że będzie tatą… A Jasiek. Widzę te jego iskierki w oczach, kiedy może zobaczyć na Skypie tatę. Popisuje się wtedy nieziemsko. Jakby chciał mu pokazać wszystko, czego się do tej pory nauczył. I widzę też tę jego tęsknotę. Beczę wieczorem w poduchę, by rano móc twardo stąpać po ziemi. Ale mimo wszystko nie zamieniłabym tego życia na żadne inne. I jeszcze jedno- Morskie Dzieci są the best!!!

1 thought on “Kiedyś było inaczej…

  1. Dokładnie, marynarskim dzieciom naprawdę żyje się dobrze. I nie chodzi tylko o pieniądze.Może nie mają taty na każde skinienie, ale jak jest to na 100%. Szczerze, to wole takie życie, niż męża codziennie w domu, zmęczonego po pracy, nie mającego siły na zabawę z dziećmi, czy rozmowę ze mną. A za tą pensję, to w robocie siedziałby po 12 godzin. Nic za darmo.

    Polubienie

Odpowiedz na madebymynook Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s