Marynarz

67Nawet tydzień nie minął. Jak wyjechał. A mnie się zdaje, że już tak długo go nie ma. Płacz był. Były łzy. Smutno. Ale najgorszy to ten ból. Od środka. Przeszywający taki. Że aż rozerwać chce. Odzwyczaiłam się już. Od tych jego wyjazdów. Bo tym razem dłużej z nami posiedział. Choć, by się odzwyczaić, trzeba się najpierw przyzwyczaić. Więc źle mówię. Bo ja się nigdy nie przyzwyczaiłam. Więc i odzwyczajona być nie mogę. Eh.

Pojechał. A raczej poleciał. I strasznie długa była ta podróż. Bez niemiłych niespodzianek też się nie obyło. Choć niespodzianki nie są niemiłe. Bo są miłe. Więc się nie obyło bez niemiłych zdarzeń. Problemów paskudnych. Trudnych. I ciężkich. Bo i podróż ciężka. I daleka.
No ale wszedł szczęśliwie na statek. Na drugim końcu świata. Od portu do portu pływa. Ciężko pracując. By nam dobrze było. Lecz dobrze nam, gdy on z nami jest. Taka pustka teraz. I cisza. Pomimo pisków Jasia. Niezgrabnie składanych sylab. Płaczu. I śmiechu. Cicho jest.
I znów przyszło mi się przeistoczyć. W babę twardą. A teraz to nawet twardszą. Bo za dwóch twarda być muszę. I myślałam też, że nie podołam. Że mi sił nie starczy. Cały czas obawa gdzieś się tli. Ale przecież muszę. Tę radę dać. A w sumie to nie muszę. Chcę. Bardzo. I wiem, że się uda. Bo te chęci opatrzone są wsparciem. Tym z bliska. Lecz przede wszystkim tym z bardzo daleka. Bo nie ma chwili. By on tam nie myślał. I nie wierzył. Że radę dajemy. I dawać będziemy. Cierpliwie wyczekując słonecznych promieni. I dnia powrotu. Bo miłość, co na podwalinach rozłąki zbudowana. Silniejsza jest. I głębsza. Od tej codziennej. Powszedniej.
Do tej pory myślałam.Że te rozstania takie ciężkie. I trudne. I nie do zniesienia. Lecz teraz. Gdy Janka mamy. To bez porównania. Tak ciężko nie było. Jak teraz. I mogłam się tego spodziewać. Lecz czym jest gdybanie. Dopiero, gdy człowiek na własnej skórze przeżyje. Rozumie. Zresztą, to jak ze wszystkim. Gdy sami czegoś nie doświadczymy. To w pełni nie zrozumiemy. I nie odczujemy. Ja teraz rozumiem. I odczuwam. A przy tym tęsknię. Obawiam się. Kocham. Płaczę. Śmieję się. Troszczę się. Czekam. Cierpliwości szukam. I sposobności by czas przyspieszyć. Bo jak śpiewała pani Alicja ,,męska rzecz być daleko, a kobieca- wiernie czekać”.

2 thoughts on “Marynarz

  1. Tak bardzo dobrze znam, chociaż wolałabym nie… „Ale najgorszy to ten ból. Od środka. Przeszywający taki. Że aż rozerwać chce.” Najdziwniejsze uczucie, jakiego w życiu doświadczyłam. A doświadczyłam wiele. Mimo wszystko- ten ból, ten stan… Nie do opisania! Nie lubimy się. Ale wracać będzie. Ja to wiem, ból też wie… Szkoda…

    Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Patrycja Ludniewska Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s