,,Idziemy do zoo…”

13177331_506998036169007_8311232954024301573_nMarynarskie rodziny są specyficzne, o tym już nie raz tu na blogu pisałam. Często z tą odmiennością trudno sobie radzić. Trudno do normalności doprowadzić. Dzień poukładać. Ja po rocznym urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy. Potrzebowałam tego. I spełniam się w tym, co robię. Lecz spełniam się również w roli mamy. Tak czuję. Choć czasem ciężko mi tę codzienność ogarnąć. Zwłaszcza gdy marynarz na statku. Jasiem do żłobka. Ja do pracy. Na całe osiem godzin. Zanim dojadę i wrócę to dziewięć wychodzi. I ciężko mi bardzo, jak go zostawiam. Choć wiem, że mu tam dobrze. Żłobek malutki. Raptem dziesięć dzieciaków w grupie. Ciocie też przemiłe wszystkie. A mimo tego ciężko mi się go zostawia. Na te dziewięć godzin nie zostaje. Bo są moi rodzice, którzy go wcześniej zgarniają. A ja gdy wracam, to tego co w około nie ogarniam. Bo każdą chwilę z nim chcę spędzić. A w weekendy to już tym bardziej staram się tak zorganizować, by jak największą frajdę miał. Czytaj dalej

REJS po Bałtyku, czyli dlaczego nie chciałabym mieszkać nad morzam

1Przyszła wiosna. Uwielbiam ten czas, kiedy wszystko budzi się do życia. I człowiekowi tak bardziej się wszystkiego chce. To słońce. Miodzio 🙂 Moim wyznacznikiem wiosny od dzieciństwa byłą Wielkanoc. Choć to tylko umowne, bo pamiętam przecież takie święta ze śniegiem i mrozem. W tym roku Wielkanoc miała być piękna. Mieliśmy iść z koszyczkiem. Miało być szukanie zająca w ogrodzie. Miało…Zamiast tego wylądowaliśmy z Jasiem w szpitalu. Choróbsko szkaradne. Szkoda gadać. Czytaj dalej