Jak to jest z tymi wyjazdami na statek

FullSizeRender (1)Wyjazdy na statek zawsze są ciężkie. Baaa. Bardzo ciężkie. I nie sposób się do nich przyzwyczaić. Nawet jak na długo przed wiem kiedy ma wyjeżdżać, to i tak nie jestem na to psychicznie gotowa. Wydaje mi się, że staż też nie ma znaczenia. A nawet śmiem twierdzić, że im dłużej się jest ze sobą, tym trudniej się rozstać. Nie mówiąc już o tym, że jak są dzieci to katastrofa. Jedna połówka serca pęka mi bo muszę rozstać się z ukochanym, a druga pęka gdy widzę jak mu ciężko rozstać się z Jaskiem i ta świadomość ze Młody będzie pytał i tęsknił za tatą.

 

Czytaj dalej

Pierwsze koty za płoty

13348690_10154096290111236_1814461383_nGdy wylatywał na statek, powiedziałam ze zlecą te cztery miesiące kontraktu… Najgorsze to chyba czerwiec i lipiec. Maj to zleci, bo dużo wolnego. A w sierpniu to już będę odliczała ostatnie dni. I miał zlecieć ten maj szybko. A wlókł się niemiłosiernie… Zawsze tak jest, że gdy jakiś punkt odniesienia sobie obiorę, to mimo krótkiego okresu czasu, czas staje w miejscu. I u mnie stanął. Wyczekiwałam już tego drugiego długiego weekendu jak zbawienia.  Czytaj dalej

Majowe

13115764_10154031733141236_205584254_nM. popłynął. Już zaraz dwa tygodnie jak go nie ma. Straszny był ten moment, gdy przyszło się żegnać. Ciężki bardzo. Nam trudno było się rozstać. A jemu z Jankiem to już w ogóle. I mi na ten widok kilka razy serce pękło. Eh. Ale przyszedł maj. W końcu. Tak długo wyczekiwany. I wiedziałam, że jak już przyjdzie, to i nam jakoś lżej będzie ten czas rozłąki znieść. Bo dni ciepłe. I długie. Bo słońce. Bo kwiaty. Ptaki. Spacery. Owoce. I świeże warzywa. I choć bez dopiero kwitnąć zaczyna, a świeże szparagi gdzieniegdzie dopiero dostać można, to mi jakoś lepiej na duszy. Zaklęłam ten czas. I zaklinała go będę. Aż do powrotu Marynarza. By jak najszybciej. I najmilej płynął. Czytaj dalej