Mówiłam ostatnio, że nie odliczam dni do powrotu M. Odliczam tygodnie. Jakoś mi tak lżej z tymi tygodniami. Bo pięć dni w pracy zleci, a przypieczętowaniem tego tygodnia jest weekend. Weekendy w pełni poświęcam Jaśkowi. Jak wróci M. to się te moje Chłopaki podzielą. A póki co ma mnie Janek na wyłączność.

Życie na statku toczy się własnym tempem. I to wcale nie jest tylko monotonia, powtarzanie wyuczonych czynności i bezkresny ocean ze wszech stron. Codzienność codziennością, ale różne dziwne rzeczy też mają miejsce. Złośliwi mówią, że marynarze snują po powrocie morskie opowieści, lecz niekiedy naprawdę jest co opowiadać. Dobrze, gdy są to śmieszne, ciekawe historie. Gorzej, gdy dzieje się coś złego. A czasem niestety się dzieje…
