M. popłynął. Już zaraz dwa tygodnie jak go nie ma. Straszny był ten moment, gdy przyszło się żegnać. Ciężki bardzo. Nam trudno było się rozstać. A jemu z Jankiem to już w ogóle. I mi na ten widok kilka razy serce pękło. Eh. Ale przyszedł maj. W końcu. Tak długo wyczekiwany. I wiedziałam, że jak już przyjdzie, to i nam jakoś lżej będzie ten czas rozłąki znieść. Bo dni ciepłe. I długie. Bo słońce. Bo kwiaty. Ptaki. Spacery. Owoce. I świeże warzywa. I choć bez dopiero kwitnąć zaczyna, a świeże szparagi gdzieniegdzie dopiero dostać można, to mi jakoś lepiej na duszy. Zaklęłam ten czas. I zaklinała go będę. Aż do powrotu Marynarza. By jak najszybciej. I najmilej płynął. Czytaj dalej
REJS po Bałtyku, czyli dlaczego nie chciałabym mieszkać nad morzam
Przyszła wiosna. Uwielbiam ten czas, kiedy wszystko budzi się do życia. I człowiekowi tak bardziej się wszystkiego chce. To słońce. Miodzio 🙂 Moim wyznacznikiem wiosny od dzieciństwa byłą Wielkanoc. Choć to tylko umowne, bo pamiętam przecież takie święta ze śniegiem i mrozem. W tym roku Wielkanoc miała być piękna. Mieliśmy iść z koszyczkiem. Miało być szukanie zająca w ogrodzie. Miało…Zamiast tego wylądowaliśmy z Jasiem w szpitalu. Choróbsko szkaradne. Szkoda gadać. Czytaj dalej
List do przyjaciół
Nie zawsze w życiu jest dobrze. Nie zawsze jest tak, jak byśmy chcieli. Niestety. Czasem dzieją się rzeczy złe, na które nie mamy wpływu. Nie będę się wywodzić. Nie chcę. Mówi się, że dobrze jest coś z siebie wyrzucić. Wtedy przychodzi ulga. I ja z reguły też tak mam. Lecz nie dziś. Nie tu. Nie teraz. Czytaj dalej