Zgrywam twardzielkę, a tak naprawdę nią nie jestem. Rozwalił mnie ten jego wyjazd, rozłożył na łopatki. Wkładam do pralki jego piżamę i gul staje mi w gardle. Wywieszam jego swetry i oczy robią się mokre. Wiedziałam przecież, że pojedzie do pracy. Datę wyjazdu znaliśmy już jak schodził z poprzedniego statku. A jednak… Czytaj dalej
Nasz czas
Minęły trzy tygodnie od powrotu mojego Marynarza. Minęły w oka mgnieniu. Nie myślę o tym, że tym razem będzie w domu znacznie krócej niż do tej pory. Nie chcę o tym myśleć. Wyrzucam to z głowy, tak perfidnie, z premedytacją. Staram się za to cieszyć każdym dniem. I w końcu śmiem twierdzić, że całkiem dobrze mi to wychodzi. Czytaj dalej
Starzy ludzie gdzieś tam są…

Wpadłam tylko po chleb i masło, a utknęłam w gigantycznej kolejce do kasy. Wszystkie otwarte, a ludzi cała masa. I każdy z koszykiem pełnym po brzegi. Rozglądam się dookoła, a po moich obu stronach ściana zniczy. Czerwone, białe, z krzyżem, z Maryjką, do wyboru do koloru. Obok zniczy kwiaty. Sztuczne. Pojedyncze i w stroiku, większe, mniejsze. Jakie kto chce. Dzień Wszystkich Świętych już tuż tuż, i znów jak co roku, w kolorowym korowodzie zimowych płaszczy i futer z norek ruszymy na cmentarze, by pod grobem babci czy dziadka spotkać tę ciotkę z wujem co ich imion nie pamiętamy, ale zawsze na cmentarzu się widujemy. Czytaj dalej